Rozdział 23. Nowa szansa

                                     Namieszałam. To, że cała nasza czwórka siedziała w ciemnej i brudnej celi to była moja wina. To, że nikt do nikogo się nie odzywał tym bardziej. Do ślubu zostawało już coraz mniej czasu, a ja nie miałam pojęcia co robić. Wiedziałam, że muszę to naprawić. Nie wiedziałam tylko w jaki sposób.

- Śpisz?

Podsunęłam się w stronę ukochanego Blondyna mając nadzieję, że nie zlinczuje mnie za całe zło, które spowodowałam. Miał prawo mnie nienawidzić. W sumie, wolałabym już, żeby mnie nienawidził, w końcu to też jakieś uczucie. Tymczasem dla niego byłam po prostu obojętna. Leżał na pryczy odwrócony do mnie plecami i zupełnie ignorował to, że znajdowałam się obok.

- Rich, przepraszam. Naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło. Przesadziłam, wiem, ale daj mi to wszystko naprawić.

Głucha cisza odbijająca się jedynie od uderzeń wskazówek zegara gdzieś w tle komisariatu, zdawała się nie mieć końca.

- Wracam do Nowego Jorku. Zaraz po ślubie. Jeżeli mi pozwolisz, z chęcią dopilnuję, żeby wszystko się udało, a później już mnie nigdy więcej nie zobaczysz.

Być może była to głupia decyzja. Być może była pochopna. Coś mi jednak podpowiadało, że tak należy zrobić. Gdybym naprawdę była dwulicową suką, Rich nigdy by na mnie nie spojrzał. Kiedyś kochał mnie za to, jaka byłam. Dlaczego zapomniałam o tym co naprawdę jest w życiu ważne uganiając się tylko za tym co było mi potrzebne do szczęścia? Mi. Zupełnie jakbym była pępkiem świata. A przecież nie o to w życiu chodzi. Przecież kiedyś największą radość sprawiało mi uszczęśliwianie przyjaciół, nie siebie. Tymczasem teraz wszyscy musieli uszczęśliwiać mnie.

- Naprawdę uważasz, że jestem aż tak głupi?

Z zamyśleń wyrwał mnie stanowczy głos Blondyna. W jednej chwili moje serce podskoczyło z radości, w drugiej jednak wiedziałam, że to rozmowa nie będzie należała do przyjemnych. Przecież za chwilę mi powie, że to najlepsze wyjście i pozwoli wyjechać, a ja z rozpaczy popadnę w weltschmertz niczym Werter pchnięty do ostateczności przez nieodwzajemnioną miłość.

A może nie?

Może teraz obróci wszystko w żart, powie że przecież nic się nie stało, że możemy być dalej przyjaciółmi. Że przecież skoro znaleźliśmy tę drogę powrotną do siebie, nie powinniśmy jej marnować.

Naprawdę w to wierzyłam?

- Myślisz, że ja tego nie widzę, prawda? Że nie wiem, że próbujesz mnie poderwać, a pod osłoną przyjaźni z moją narzeczoną wbić jej nóż w plecy? Te wszystkie plany, ustawki, konspiracje to wszystko po to. A ja jak głupi się na to zgadzałem. Schlebiało mi, że o mnie zabiegasz, ale nigdy nie traktowałem tego poważnie. To był błąd. Nie wiem skąd w Tobie tyle egoizmu. Próbujesz odbić zajętego faceta, czy Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę jak źle to wygląda? To wszystko zaszło zbyt daleko.

Wiedziałam, że miał rację. Oddałabym wszystko, żeby tak nie było, ale skoro naważyłam tego piwa, to teraz muszę je wypić. To się właśnie nazywa dorosłość – branie odpowiedzialności za swoje gówniarskie i nieodpowiedzialne czyny.

Zaskoczył mnie tym, że o wszystkim wiedział. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że nie jest wystarczająco bystry by to dostrzec, ale z drugiej strony byłam przekonana, że moje zamiary były zbyt dobrze zamaskowane by ktokolwiek niewtajemniczony mógł je odkryć. Miał mnie. W tamtej sytuacji już nic nie mogłam zrobić.

- Wiem. Jak tylko stąd wyjdziemy powiem o  wszystkim Brittany i ją przeproszę. Nie zasłużyła na coś takiego.

- Oczywiście, że nie zasłużyła. Tak samo jak nie zasłużyła na to, by ktoś psuł jej przygotowywania do ślubu. Dlatego o niczym jej nie powiesz. Nie dopuszczę do tego, żeby coś jej przeszkodziło w beztroskiej radości z faktu, że wychodzi za mąż.

Miał rację. Jak zawsze. Posłusznie przytaknęłam głową i byłam gotowa, by moim priorytetem stało się uczynienie ich ślubu jak najwspanialszym. Moje uczucia do Blondyna się nie zmieniły. Serce nadal było rozbite na milion kawałków, ale skoro go kochałam, powinnam zrobić wszystko, by był szczęśliwy. Nawet beze mnie. Szczególnie, beze mnie.W jaki sposób autodestrukcyjna, apodyktyczna i samolubna kobieta jak ja mogła kiedykolwiek pomyśleć, że ma szanse u kogoś takiego jak Blondyn? On zasługiwał na kogoś lepszego. Dojście do tej konkluzji zajęło mi zdecydowanie za długo, nie było jednak jeszcze za późno.

- Pięknisie! Wynocha, Kaucja wpłacona.

Przeraźliwy hałas otwieranych krat i światło latarki, które odbijało się pomiędzy naszą czwórką wyrwały mnie z zamyśleń. Wiedziałam, że była to dla mnie nowa szansa, okazja by zadośćuczynić. Nie mogłam tego zmarnować.Należało działać od razu, a ja już nawet miałam plan.

***

Kto by się spodziewał? Kiedy zobaczyłam, że ostatni post był dodany w styczniu 2016 roku byłam pewna, że komuś się coś pomyliło. Tymczasem jak się okazuje, czas biegnie nieubłaganie. Ja osobiście musiałam przeczytać kilka rozdziałów wstecz, żeby przypomnieć sobie o co chodziło (nie ma to jak znać własną twórczość). Zostawiam Was z… tym.

Dajcie znać, czy warto, czy już jednak nie.

<3

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.